|
piątek, 09 grudnia 2011
Już jutro rozegrane zostaną kolejne Gran Derbi. Tak ważne dla każdego socios, ponieważ zwycięstwo z Realem pozwli zbliżyć się w tabeli do zespołu z Madrytu. Porażka nie wchodzi, gdyż może zaprzepaścić szanse na mistrzostwo. Od kiedy renerem Barcelony jest Pep Guardiola Gran Derbi to przyjemne święto dla każdego fana Blaugrana. Przypomnimy sobie jak przebiegały ostatnie spotkania. 29.11.2010. FC BARCELONA 5:0 REAL MADRYT. PRIMERA DIVISION. 16.04.2011. REAL MADRYT 1:1 FC BARCELONA. PRIMERA DIVISION 20.04.2011. FC BARCELONA - REAL MADRYT 0:1 (po dogrywce). PUCHAR KRÓLA 27.04.2011. FC BARCELONA - REAL MADRYT 2:0. LIGA MISTRZÓW. 3.05.2011. REAL MADRYT - FC BARCELONA 1:1. LIGA MISTRZÓW. 14.08.2011. REAL MADRYT - FC BARCELONA 2:2. SUPERPUCHAR HISZPANII. 17.08.2011. FC BARCELONA - REAL MADRYT 3:2. SUPERPUCHAR HISZPANII. Aktualny bilans: 4 wygrane Pepa Guardioli 3 remisy 1 wygrana Jose Mourinho Bramki: 14:6 dla Barcelony.
Jaki wynik typujecie na jutrzejsze spotkanie ?
sobota, 19 listopada 2011
FIFA ogłosiła nominację do corocznej nagrody imienia Ferenca Puskasa za najładniejszą bramkę 2011 roku. Poniżej możecie zobaczyć wszystkie bramki. Która jest waszym faworytem ? Według mnie na nagrodę zasługuje gol Giovaniego dos Santosa.
niedziela, 13 listopada 2011
Najlepsze bramki minionego tygodnia wybrane przez serwis www.tvgolo.com. Tam też można głosować na najpiękniejszego gola.
piątek, 11 listopada 2011
Po meczu naszej reprezentacji piłkarskiej mam jedynie nadzieję, że zawodnicy nauczą się czegoś od swoich bardziej doświadczonych kolegów i w przyszłości, najlepiej na EURO 2012, to zaprocentuje. Piszę tak, ponieważ Włosi pokazali nam dziś dobitnie jak się gra w piłkę. Doskonale zdawali sobie sprawę, że to tylko mecz towarzyski i od początku spokojnie kontrolowali tempo spotkania. Pozwalali Polakom prowadzić grę lecz tylko do pewnego momentu. Gdy tylko piłka znalazła się zbyt blisko pola karnego, włoscy defensorzy wchodzili do akcji i próbowali jak najszybciej odebrać futbolówkę. Tego zdecydowania powinna nauczyć się nasza para obrońców. Zarówno Perquis jak i Głowacki, przy niektórych sytuacjach, zachowywali się jakby nie za bardzo wiedzieli co maja zrobić, czy przerywać akcję, czy cofnąć się do bramki. Ten brak zdecydowania kosztował nas stratę drugiej bramki. Zresztą defensywa, do czego zdążyliśmy się przyzwyczaić, to najsłabszy punkt naszej drużyny. Znów grała niepewnie, chaotycznie. Nie można jednak winą za to obarczać tylko czwórkę naszych defensorów, ponieważ broni cała drużyna. Czasem nawet gdy było zaangażowanie to nasi piłkarze nie bardzo wiedzieli jak się ustawiać na polu karnym i robili to na "czuja". Dochodziło przez to do sytuacji, ze np. przy dośrodkowaniu, na krótkim słupku pilnowało napastnika dwóch obrońców, a za nimi nieobstawiony wbiegał drugi Włoch. Albo Smuda po raz kolejny zaniedbał to na treningach, albo niestety nasi piłkarze już nigdy nie nauczą się dobrze i mądrze bronić. Nasi obrońcy, zwłaszcza skrajni, najlepiej prezentowali się w ataku. Prym wiódł Łukasz Piszczek, który jak zawsze swoimi groźnymi rajdami wspomagał ofensywę. Pomocnicy w dzisiejszym spotkaniu grali całkowicie różnie. W pierwszej połowie zdominowali grę, widać było wiele chęci do grania. Błaszczykowski próbował kilu rajdów, czasem nawet udanych. Niestety Włosi to nie Koreańczycy i nie było już tak łatwo ich mijać. Polacy próbowali jednak grać kombinacyjnie i parę razy potrafili zaskoczyć zawodników z Italii. Brakowało jednak ostatniego, kluczowego podania. Te podania miał w zamyśle dostarczać Obraniak ustawiony za napastnikiem, jednak widać, ze lepiej czuje się on jako skrzydłowy gdzie ma więcej miejsca. Wydaje mi się, ze tam właśnie powinien grać w kolejnych meczach. Peszko, niestety, po raz kolejny pokazał, ze szybciej kopie niż myśli i zmarnował dogodną sytuację bramkową, kiedy zamiast uderzyć technicznie zamknął oczy i kopnął futbolówkę z całej siły. Oprócz tego był raczej mało widoczny na boisku. Widać, ze brakuje mu techniki użytkowej. Przez problemy z przyjęciem i brak pomysłu na minięcie rywala stawał się mało efektywny. Nie mógł liczyć na swój atut w postaci szybkości, ponieważ Włosi to zbyt dobrzy obrońcy, by nie potrafili sobie z tym poradzić. Występ Polańskiego po raz kolejny jest trudny do ocenienia. Gra poprawnie, nie boi się starć z rywalami aczkolwiek w ofensywie jest zupełnie nieprzydatny. Widać też, że nie ma zbytniego poparcia kibiców i szczerze mówiąc nie mam pojęcia dlaczego ma on tak pewne miejsce w jedenastce Smudy kosztem np. Dariusza Dudki. Zwłaszcza, że w ostatnim czasie Eugen w lidze prezentuje się bardzo słabo, jeżeli w ogóle gra. W ostatnim spotkaniu otrzymał czerwony kartonik za brutalny faul i teraz czekają go trzy mecze zawieszenia. A przecież Franz Smuda mówił kiedyś, ze to właśnie występy w drużynach klubowych są najważniejszym kryterium przy wysyłaniu powołań i podejmowaniu decyzji o tym kto wybiegnie w pierwszym składzie. Murawski zaprezentował się w pierwszej połowie bardzo przyzwoicie. Nie tylko wspomagał defensywę ale także próbował kreować grę w ofensywie. Ocenę wszystkim pomocnikom obniża jednak bramka strzelona przez Balloteliego, kiedy to cała druga linia zachowała się zbyt pasywnie, Nikt nie dobiegł do czarnoskórego Włocha i pozwolili mu na spokojne oddanie uderzenia, które zupełnie zaskoczyło Wojtka Szczęsnego. W drugiej połowie pomoc zupełnie nie istniała i nawet wprowadzenie Matuszczyka i Mierzejewskiego nic dobrego nie przyniosły. To Włosi przejęli inicjatywę i kontrolowali środek pola. W dodatku stuprocentową sytuację w postaci karnego zmarnował Błaszyczkowski, który uderzył piłke jakby myślał tylko o tym by skierować ją w światło bramki. Podobnie jak wszystkim pomocnikom, brakowało mu, zwłaszcza w tej sytuacji, pewności siebie i wiary we własne umiejętności. Najlepiej w poslkiej reprezentacji zaprezentował się Robert Lewandowski. Aktywny przez cały mecz, próbował strzelać z każdej dogodnej sytuacji, a kiedy trzeba było nawet cofał się po piłkę i próbował ją rozgrywać. Widać, ze jest w wysokiej formie. Był kilka razy blisko pokonania Buffona lecz brakowało trochę skuteczności. Po faulu na nim został podyktowany karny. Drugi z napastników, który pojawił się w drugiej połowie, czyli Paweł Brożek zaliczył niezbyt udany występ. Był zupełnie niewidoczny na boisku i słabo rozumiał sie z kolegami z zespołu. Miejmy nadzieję, jednak, że ten mecz pomoże wychwycić kolejne błędy w grze naszych (już nie ?) orłów i w kolejnym meczu zaprezentujemy się dużo lepiej. Widać, ze jest potencjał tylko brakuje klasowego przygotowania taktycznego, by każdy zawodnik doskonale wiedział gdzie ma się znaleźć w danym momencie meczu. W dzisiejszym meczu o zwycięstwie Włochów przesądziły detale. Raz Ballotelii znalazł trochę miejsca do strzału i wykorzystał złe ustawienie Szczęsnego, a drugi raz Pazzini wykorzystał fakt, ze żaden z dwójki środkowych obrońców nie potrafił zdecydowanie ruszyć do piłki. Piłka nożna to gra błędów, a podczas Euro 2012 będą one bolały dużo mocniej. Trzymajmy jednak kciuki ! P.S. Co do koszulek. Nie wiem dlaczego Nike twierdzi, ze projekt koszulek dla reprezentacji zajął im 18 miesięcy. Wzór który wybrali nie jest wielce oryginalny. Bardzo podobne T-shirty mają piłkarze Spartaka Moskwy oraz kadry Brazylii. Zresztą nikt nie wymaga by zmieniana była cała koszulka, która prezentuje się dość dobrze, lecz tylko by godło PZPN zamienić na godło Polski.
wtorek, 08 listopada 2011
Nasza narodowa reprezentacja piłkarska zaprezentowała się dziś w nowych koszulkach meczowych. Nike zrezygnowało z wszelkich "obsydianowych" kolorów i postawiła na tradycyjne barwy. Podczas najważniejszej imprezy stulecia, EURO 2012, polscy piłkarze wystąpią w biało-czerwonych koszulkach. Nowoczesny krój, najnowsze technologie i niby wszystko jest ok. Niestety jest jeden szkopuł, który irytuje wielu kibiców w tym mnie. Jest to brak godła narodowego, symbolu, który zawsze na koszulce był. Symbolu, który znaczył coś więcej niż tylko nadruk na koszulce. Świadczy o tym fakt, że często mówi się, ze ktoś gra " z orzełkiem na piersi". Teraz na jego miejsce jest logo PZPN. Niby, w zamyśle, miał być to kształt orzełkopodobny jednak jak jest każdy widzi. Nigdy nie byłem, i dziś także nie jestem, piłkarskim konserwatystą jednak uważam, że nie każda zmiana jest potrzebna. Faktycznie w większości przypadków, na koszulkach reprezentacji jest prezentowane logo związku piłkarskiego, jednak nie trzeba było tego przeszczepiać na nasz grunt. Zwłaszcza, ze PZPN wiedząc jak ma małe poparcie kibiców powinien na nich chuchać i dmuchać, by na EURO najpopularniejszym okrzykiem nie stało się obecne już na meczach reprezentacji wyzwisko skierowane do rządzących polskim footballem. No cóż ale o to, ze PZPN mógłby przemyśleć jakąkolwiek decyzje nie możemy podejrzewać ekipę Grzesia Laty. A tłumaczenie na oficjalnej stronie internetowej jest totalnie pozbawione sensu. Faktycznie być może nowe logo przypadło do gustu kibicom, sam zresztą uważam, ze jest lepsze niż poprzednie, które pamiętało chyba jeszcze czasy piłkarskie obecnego prezesa, ale to nie oznacza, że kibice są za rozwiązaniem, by zastąpiło ono Orła Białego. Aż szkoda, że nie można wrócić do tych koszulek z czasów Pumy:
poniedziałek, 07 listopada 2011
Jak poinformował oficjalny serwis Wisły Kraków, Robert Maaskant nie jest już trenerem mistrzów Polski. Jak widać, przegrane derby przeważyły czarę goryczy i Holender musi szukać sobie nowej pracy. Tak jak rok temu mecz z Cracovią uratował mu posadę, tak teraz przez "Pasy" będzie miał wolne, bezstresowe poranki. W mojej opinii jest to decyzja kompletnie przesadzona. Problem drużyny nie tkwi w samym trenerze, a bardziej w zawodnikach Wisły Kraków. Robert pokazał już, że potrafi trenować krakowski zespół. Zdobył mistrzostwo kraju, chociaż nikt od niego tego nie wymagał, wywalczył prawie Ligę Mistrzów odpadając po zaciętej walce z Apoelem Nikozja. Myślę, że jak najbardziej powinno dać się mu możliwość dalszego kierowania zespołem, bo tak nakazują pewne standardy europejskie. Mamy idealny przykład w obecnej Legii Warszawa. Tam Skorża, który miał zostać zwolniony kilkakrotnie podczas sezonu uratował się, a teraz prowadzi Legię do największych sukcesów ostatnich lat. Trener potrzebuje czasu by zespół stworzyć. Maaskant tego czasu nie dostał, bo widzimy doskonale, ze Wisła to drużyna dopiero kreująca się. Widać ile tam ubytków, braków spowodowanych najczęściej faktem, ze dokonano zbyt małej ilości dobrych transferów. Nie można za to obwiniać nikogo. Po prostu na tyle wystarczyło funduszy i czasu w ostatnim oknie transferowym. Choćby trenerem Wisły został teraz Ferguson, Guardiola, Mourinho czy Capello tacy zawodnicy jak np. Chavez pewnego poziomu nie przeskoczą. Porażka 0:1 z Cracovią nie powinna sprawiać, ze szkoleniowiec zostaje zwolniony przy pierwszej okazji. W każdym wywiadzie udzielanym mediom nasi właściciele klubów chwalą się, jak to chcą wprowadzać europejskie standardy. Jak podpatrują najlepsze ligi piłkarskie. Jak widać przeoczyli ostatnie derby Manchesteru gdzie faworyzowane United zostało rozgromione przez City. Było tam widać, ze Ferguson niezbyt dobrze przygotował się do tych zawodów. Mimo to nikomu nawet przez myśl nie przyszło, by chociaż straszyć go dymisją. Każdego trenera powinno rozliczać się chociażby po jednej rundzie. Żałuję więc bardzo, że Wisła tej jednej rundy Robertowi dać nie chciała. Zwłaszcza, że na jego miejsce nie widać, by byli przygotowani następcy. Macie jakieś wymarzone typy ?
poniedziałek, 03 października 2011
Dzisiejsze spotkanie miedzy Legią, a Wisłą pokazuje dobitnie jak ciężkie jest życie szkoleniowca i jak zmienne może być ocenianie go przez opinię publiczną. Legia Warszawa pokonała dziś pewnie Wisłę Kraków 2:0 i jest to wynik jak najbardziej zasłużony. Zawodnicy stołecznej drużyny mieli więcej z gry w piłkę. Mieli pomysł na to, co z tą piłką chcą zrobić, gdzie ją zagrać i w jaki sposób. Maciej Skorża odrobił lekcję i pokazał, że na Łazienkowskiej nie jest jeszcze spalony. I to własnie pokazuje, jakim przewrotnym zawodem jest trenowanie zespołów ekstraklasy. Jeszcze kilka miesięcy temu wydawało się, że Skorża musi wylecieć z Legii, ponieważ zupełnie nie potrafi stworzyć tam drużyny. Drużyny takiej jaką w Wiśle kreował Robert Maaskant. Wtedy wydawało się, że to krakowska drużyna ma przed sobą świetlaną przyszłość pod holenderskim berłem, a Legia musi jak najszybciej zmienić kapitana statku by nie zatonąć. Skorża jednak, ku zaskoczeniu wszystkich, posadę zachował i właśnie rozgrywa najlepsze spotkania w swojej karierze w Legii. Eliminacja Spartaka Moskwa, punkty w Lidze Europy, pokonanie Mistrza Polski pokazuje, że Maciek w końcu poustawiał zespół ze stolicy. Oczywiście, przytrafiały mu się wpadki jak np. porażka u siebie z Podbeskidziem aczkolwiek aktualny sezon należy ocenić zupełnie na plus, zwłaszcza mając w pamięci koniec poprzedniego. W zupełnie innej sytuacji jest Robert Maaskant, który miał wprowadzić Wisłę do Ligi Mistrzów. Nie dość, że ta sztuka mu się nie udała, to w Lidze Europy, którą przyjęto z otwartymi rękoma ale bez entuzjazmu, także nie radzi sobie najlepiej i po dwóch porażkach szanse na wyjście są nikłe. Holender po końcówce poprzedniego sezonu był pokazywany jako wzór szkoleniowca. Mądrze poukładał drużynę, doprowadzając ją do mistrzostwa pomimo, iż Lech czy Legia dysponowali porównywalnym jeżeli nie większym potencjałem piłkarskim. Teraz jednak, a zwłaszcza po odpadnięciu z eliminacji do Ligi Mistrzów, wyraźnie coś zacięło się w ekipie Białej Gwiazdy. Fatalna gra ofensywna, która jest uzależniona od formy Bitona i słabe zrozumienie w defensywie sprawiają, ze Wisła nie przypomina zespołu z poprzedniego sezonu. Na domiar złego aktualnie kontuzji nabawiał się lider krakowskiej drużyny Maor Melikson. Dzisiejsze spotkanie Wisły z Legią pokazało, ze aktualnie to Skorża jest o krok przed rywalem. Ostatnie miesiące natomiast pokazują, że praca trenera do najprostszych nie należy i już za kilka kolejek może zdarzyć się, że o pochwałach dla szkoleniowca Legii zapomnimy, a jego miejsce zajmie ponownie Maaskant.
piątek, 24 czerwca 2011
poniedziałek, 07 lutego 2011
Mecz Arsenalu z Newcastle może zostać uznany za najdziwniejsze spotkanie sezonu. Faworyt, walczący o mistrzostwo Anglii prowadząc 4:0 daje wydrzeć sobie 2 punkty i pozwala przeciwnikom strzelić cztery gole i odrobić straty. Po tak dziwnym meczu pojawiły się w niektórych mediach głosy, jakoby spotkanie to zostało ustawione na skutek korupcji. Jak dla są to oskarżenia tak idiotyczne, że nie potrafię w to uwierzyć. Nie chodzi mi nawet o to, że jest to jedna z najlepiej opłacanych lig i piłkarzom obu drużyn na pewno nie brakowało do "pierwszego". Pomijam też fakt, że Arsenal chcąc liczyć się w walce o mistrzostwo Anglii musiał ten mecz wygrać. A zwycięstwo klasyfikacji końcowej przyniosłoby im tak wysokie premie pieniężne, "splendor i chwałę" zapewniające miejsce w historii oraz nowe kontrakty z jeszcze bardziej licznym gronem sponsorów. Myślę więc, że nikt komu by bardzo zależało na takim wyniku meczu Newcastle - Arsenal nie byłby w stanie zapłacić takiej ceny, by przekonać Kanonierów do podstawienia się. Drugim dowodem na poparcie mojej opinii jest sam przebieg meczu. Chyba nikt, kto brałby udział w sprzedawaniu meczów nie "wymyśliłby" takiego scenariuszu spotkania, ponieważ, jak to aktualnie doskonale widać, budzi ono wielkie zainteresowanie. Gdyby gracze obu drużyn umówiliby się na podział punktów to jestem pewnie , że zrobiliby to w inny sposób np. remisując 0:0 , 1 :1 czy nawet 4:4 lecz w bardziej wiarygodny sposób (typu: 0:1, 1:1, 2:1, 2:2, 3:2, 4:2, 4:3, 4:4). Bardziej podejrzany wynik wydarzył się na innym stadionie. Niepokonany jak dotąd Manchester United przegrywa z ostatnim w tabeli Wolverhampton, i to nim jak już mogliby się zająć poszukiwacze korupcyjnych sensacji. Nikt o zdrowych zmysłach chcąc reżyserować spotkanie nie stworzyłby takiego spektaklu jaki widzieliśmy w sobotę. Takich rzeczy człowiek nie jest w stanie wymyśleć, a my mamy kolejny dowód , iż piłka nie jest ani trochę nieprzewidywalna i z tego my kibice mozemy się tylko cieszyć ( no chyba, ze kibicujemy Arsenalowi)
sobota, 05 lutego 2011
Właśnie jestem po lekturze fantastycznej książki o wyżej wymienionym tytule. Całą notka jest pisana w 100% na gorąco i zapewne jest chaotyczna i niespójna , za co z góry przepraszam. Podchodziłem do czytania tego tytułu z wielkimi nadziejami i o dziwo nie zawiodłem się ani odrobinę. Autor tej pozycji, Ruy Castro, (o którym nigdy wcześniej nie słyszałem) chwali się, iż jego dzieło jest owocem ponad 500 rozmów ze 170 osobami na temat Garrinchy. trzeba przyznać, że nie są to czcze słowa, gdyż na każdej kartce książki widać, że jest ona napisana z rozmysłem, potwierdzona faktami. Ruy zabrał się do pisania w sposób profesjonalny, odrzucając wszelkie mity i nieprawdziwe opowiadania , na temat piłkarza zaliczanego do najlepszych w historii. Wszystko co jest zawarte w tej biografii usłyszał i zbadał sam autor, dzięki czemu jest ona bardzo wiarygodna. Przechodząc do samej treści książka opowiada historię Garrinchy nie tylko od momentu jego urodzenia, lecz nawet pokazuje dokładne pochodzenie jego dziadków - Indian. Co dla mnie najważniejsze Ruy Castro nie postanowił w żaden sposób wybielać czy oczerniać głównego bohatera. Opisuje zarówno te piękne momenty jak "najwspanialsze 3 minuty w historii futbolu" z meczu ZSRR -Brazylia na mundialu'58 w Szwecji, jak i te przykre gdzie Garrincha leży pod stołem w barze lub bije swoją ukochaną Elzę. Dzięki tej książce możemy dokładnie prześledzić losy tego wielkiego piłkarza rok po roku, sezon po sezonie, bez jakichkolwiek białych plam w życiorysie. Castro domyślając się, iż jego pozycja może trafić do czytelników nie tylko za młodych by oglądać Garrinche na żywo ale tez pochodzących z zupełnie innego kontynentu dokładnie wyjaśnia i obrazuje wszystkie procesy i zachowania występujące w Brazylii i Ameryce Południowej. Pokazuje nam jej kulturę i mieszkańców. Nie ma w tym jednak nic nużącego, gdyż wszystko jest tylko tłem służącym wyjaśnieniu niektórych zachowań tego wielkiego piłkarza oraz innych ludzi wobec niego. W tej książce jest też zawarte przesłanie mówiące , iż piękny futbol zawsze będzie w cenie. Szczególnie trafia ono w dzisiejsze czasy, gdy próbuje się przedstawić piłkę nożną w postaci tabelek, wykresów i statystyk. Ta biografia przypomina zaś, że to wszystko nie ma sensu, gdy piłka trafi do prawdziwego artysty, który mimo swych bardzo zdeformowanych nóg i wątłego ciała może z nią zrobić co tylko chce, niszcząc nawet starannie obmyślane taktyki. W mojej opinii jest to książka obowiązkowa dla każdego fana piłki nożnej, zwłaszcza tego młodego. Napisana jest ona w taki sposób, że ciężko się od niej oderwać i nie myśląc o losach tego jednego z najwspanialszych piłkarzy przejść do porządku dziennego. Budzi ona głębokie lecz często skrajne emocje, gdy razem z Garrinchą mijamy wpierw po raz setny w meczu obrońce rywali, a już kilkadziesiąt stron później opuszczamy wraz z z nim boisko słysząc dziesiątki tysięcy gwizdów.
P.S. chciałbym podziękować mojej dziewczynie od której to tę książkę dostałem :)
|
O autorze
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Tagi
| ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||